W Anglii mieszkałam od lat. Przyzwyczaiłam się do otaczającego mnie krajobrazu, do kuchni i zwyczajów. I tak jak na początku fish and chips powodował u mnie odruch wymiotny tak po latach życia na emigracji stał się jednym z moich ulubionych smaków.


W poszukiwaniu nowych ciekawych miejsc w Wielkiej Brytanii trafiłam do małej miejscowości na południowym zachodzie Zjednoczonego Królestwa do St. Ives.  Z grupą przyjaciół wybraliśmy się pod namioty właśnie do St. Ives, nad samym oceanem. Podróż z hrabstwa Kent, gdzie wszyscy mieszkaliśmy zabrała nam jakiś dzień, bo wbrew pozorom okazało się, że to całkiem daleko od naszych miejsc zamieszkania. Jechaliśmy nocą, tym bardziej spektakularny okazał się finał naszej podróży, kiedy o poranku ujrzeliśmy cornwallskie krajobrazy i nieskończoność oceanu. Pole namiotowe też zaskoczyło, to właściwie był ogromny park z karawanami, domkami i niezliczoną ilością namiotów. Do tego restauracje, puby i kryty basen.

Nasze namioty rozbiliśmy na wzgórzu, prawie na wydmach skąd roztaczał się nie codzienny widok na ocean. Szum fal co wieczór kołysał nas do snu a pisk mew budził o wschodzie słońca.  W dzień grillowanie i spacery plażą. Podziwianie windsurferów walczących z wiatrem. I zwiedzanie maleńkich wiosek, miasteczek w najbliższej okolicy. Śniadaniowe wizyty w kafejkach, serwujących aromatyczną kawę z croissantem i truskawkowym dżemem. Obiad w postaci wielkiego pieroga z mięsno warzywnym nadzieniem.

I kwiaty, brukowane uliczki, sklepikarze. Weseli ludzie, nigdzie się niespieszący, spokojni i przyjacielscy. Równie jak my ich i oni ciekawi naszej kultury. No i odpływ. Magiczny i przerażający. Niebezpieczny. Woda cofa się by potem ze zdwojoną siłą wdzierać się w głąb lądu. Leżysz na plaży, zamykasz na chwilę oczy , a kiedy ponownie je otwierasz okazuje się, że trzeba przemierzyć kilkaset metrów aby do niej dotrzeć. I odwrotnie, leżysz na plaży, zamykasz oczy i kiedy je otwierasz okazuje się, że jest już za późno, fale zalały twój koc.

 

Odpływ jest fascynujący, cofająca się woda odziera łodzie i jachty z ich bezpiecznej morskiej toni, wbijając ich miecze głęboko w piach jednocześnie przechylając na boki ich skorupy. Gdzieniegdzie jedynie zostawiając po sobie morskie wodorosty i glony. A uciekające w popłochu kraby wypełniają lukę po braku wody. Ciekawe doświadczenie. Polecam.

k.