Majówka już za nami. Pogoda w tym roku nie była zbytnio łaskawa, temperatura sięgała zaledwie kilkunastu stopni powyżej zera, ale grzechem byłoby tak całkowicie narzekać, a przecież nie padało. Słoneczko świeciło i jak tylko komuś udało się schować przed chłodnym jeszcze wiatrem to miał szansę złapać odrobinę darmowej witaminy D i opalić wyblakłe po zimie poliki.


W Siedlisku podczas majówki gwarno. Wszystko leniwie budzi się do życia. Zielenią się liście na gołych dotąd łodygach drzew. Jaskółki zaczynają budować swoje gniazda nad tarasem. Żurawie przechadzają się wprost  pod naszymi oknami. A bociany dumnie prężą swe sylwetki podczas lotu nad siedliskiem. I mam wrażenie, że zaczęły rechotać żaby w stawie. A to znak, że wiosna panoszy się już na dobre. A lato jest już tuż, tuż

W Siedlisku majówka obowiązkowo jest aktywna. Nie leżymy na leżakach, nie oglądamy TV, a i internet planuję wyłączyć na ten okres w przyszłym roku. Wszystko po to by odkopać zakurzone pasje podróżnicze, wybierając się na długie spacery chociażby po nadmorskich wydmach.

Jak większość z Was wie, Siedlisko Stary Dom ma idealną wręcz lokalizację do wszelkich form aktywnego wypoczynku nad morzem. Wszędzie zwyczajnie jest niedaleko.

Na wydmę Orzechowską to praktycznie w kapciach można wyskoczyć. A widoki cudne. Trasa nie męcząca. Odcinek prawie 3 km pokonują z radością nawet najmniejsze maluchy. Wydma Orzechowska, cicha, spokojna, kusi relaksem pod sosną. Mnie się osobiście marzy, romantyczny wieczór z butelką wina, na skraju wydmy… tylko ja i cichy szum morskich fal. Ale i w dzień miło jest przespacerować się przygotowanym szlakiem.  Różnorodność wydmy, od pustynnych krajobrazów, przez bukowe lasy po łąki kwiatów w każdym jej miejscu prosi o więcej. I tak trasę 3 km pokonuje się z niezwykłą ciekawością i przyjemnością spacerowania.

Trochę dalej, ale nie mniej ciekawie, mamy Wydmę Czołpińską. W tym roku posługując się sloganem młodzieży, powiem, tylko tyle, że nas Czołpińska Wydma przeczołgała.  Początek był idylliczny, fałdy ruchomej wydmy, robiły ogromne wrażenie na naszych Gościach. Niemniej jednak, jak na ruchome piaski przystało, dość mocno wiało. Trudność spacerowania polegała nie tylko na wymagającym podłożu ale i na przeciwstawianiu się silnie wiejącemu wiatrowi, niosącemu ze sobą fragmenty podłoża wydmy w postaci morskiego, śnieżnobiałego piasku. Na pewno do lata nikt z nas nie zatęskni za nadmorską plażą;-) Wydma Czołpińska to odrobinę trudniejszy szlak, niemniej jednak nasze niespełna czteroletnie maluchy pokonały go o własnych nogach, przemierzając odcinek 8km. Byliśmy z nich wszyscy bardzo dumni. Po zejściu z wydmy, trzeba przejść 2 km plażą do zejścia na szlak do latarni morskiej. Ten moment, też na długo zostanie w pamięci, każdego z uczestników tegorocznej majówki. Było mega trudno. Niby płasko, plaża szeroka jak pustynia ale wiatr głośny i zimny na tyle, by odrobinę zakłócić przyjemność spacerowania. Przeszliśmy go tak szybko ile sił w nogach a potem było już tylko lepiej… Leśna ścieżką, bez wiatru, miło i sympatycznie doszliśmy do latarni, skąd rozpościera się niesamowity widok… nie potrafię tego nawet opisać, takie to piękne i majestatyczne przeżycie. Po rozkoszach wizualnych, pozostaje tylko zejście w dół, przez sosnowy las. I tak już teraz, zupełnie na chłodno, bez zbędnych trudnych emocji, uważam, że warto zmierzyć się z Ruchomą Wydmą Czołpińską. Właśnie dla tych niezapomnianych widoków, dla emocjonalnych doznań. Dla pokonania własnych słabości. A przede wszystkim dla przyjemności obcowania z naturą.

Majówka w Siedlisku to także, Kluki i Czarne Wesele. Skansen-Muzeum Wsi Słowińskiej co roku organizuje  trzydniowe czarne wesele, które jest  symbolem zakończenia zbioru torfu, podstawowego materiału do ogrzewania zimą słowińskich chat. Podczas Czarnego Wesela, mamy możliwość zobaczenia dawnych prace ciesielskich, gospodarskich, sprawdzić jak smakuje chleb z opalanego drewnem pieca, dzieci mogą pogłaskać wiejski inwentarz, przeprać bluzkę na prawdziwej starej tarze, ubić masło lub zobaczyć jak powstają klumpy-buty dla koni. W Klukach spotkamy się  i docenimy sztukę rękodzieła, od glinianych garnków, dzbanków i misek, po sztukę haftu, decoupage czy rzeźbę. Skosztować można swojskich wypieków, tradycyjnych słowińskich potraw a nawet wypić szklaneczkę miodu. W Klukach, na każdym rogu przygrywa kaszubska kapela, z akordeonem i diabelskimi skrzypcami. Zespoły ludowe prezentują swoje możliwości wokalne. Zwiedzając skansen, wracamy do korzeni. Na chwilę zatrzymujemy się. Czas płynie wolniej. Przyjemniej. Warto tu przyjechać, na Czarne Wesele, do Kluk.

A po powrocie, w Siedlisku Stary Dom koniecznie trzeba napić się aromatycznej herbaty, otulić kocem i z tarasu podziwiać zachód słońca.

k.