P-Ustka po sezonie.

Jaka jest Ustka po sezonie?? Niejeden z Was zdziwiłby się bardzo widząc jak różna od letniej Ustki jest Ustka po sezonie.

To zupełnie nowe miejsce?

Koniec września.

Bez problemu udaje nam się zaparkować auto w samym centrum starej Ustki. Odsuwam delikatnie szybę, wpada przez nią przyjemnie chłodne powietrze, nafaszerowane jodem tak, że biorąc oddech przypominam sobie jak to naprawdę jest oddychać. Cudownie. Zaledwie kilka kroków dzieli mnie od głównej promenady. Zabieram ze sobą ciepły szal i już drepczę po usteckim chodniku.

Mijam co jakiś czas grupki spacerujących kuracjuszy, ale tłoku nie ma. Starsze panie na ławeczkach wygrzewają swoje ciała. Panowie zabawiają je rozmową. W tle szum bałtyckiego morza. Ktoś rysuje karykaturę. Podziwiam malarstwo miejscowych artystów dumnie wystawiających swe prace. Stado mew popiskuje przelatując nad moją głową.

Schodzę  długim zejściem na plażę. Gdzieniegdzie porozkładane koce i biesiadujący na nich młodzi ludzie. Weseli, pełni życiowego optymizmu. Gdzieś słyszę muzykę. Ktoś tańczy.

Rodziny z dziećmi dokarmiające nadmorskie ptactwo. W oddali ostatnie kursy pirackich statków. Morze spokojne. Zachęcające do relaksu.

Siadam na kamieniu. Wystawiam twarz w kierunku słońca. Jest niezwykle silne jak na tę porę roku. Ciepłe. Prawie zasypiam. Nie słyszę nic oprócz szumu morza i pisku mew. Relaksuję się.

Taka właśnie jest Ustka po sezonie.

Pusta? Nie. Ona jest zwyczajnie nieśpieszna, bez tłumów i krzyków. Spokojna. Naturalna. Prosta.

Po sezonie otwartych jest zaledwie kilka restauracji i knajp. Teraz dopiero można zjeść świeżą rybę. A i potrawy wydają się bardziej dopieszczone przez kucharzy. Jesienią bez pośpiechu można wypić mocną kawę albo godzinami delektować się aromatem herbaty w herbaciarni przy głównej ulicy.

Czas. To moja odpowiedź na jakość. Po sezonie wszystko płynie wolniej. Czas pozwala nam dostrzegać niewidoczne dotąd szczegóły.

Dostrzegam sosnowy las i wydmy. Mam czas by przeczytać szyldy pozamykanych już lokali. Mam chwilę by docenić ciężką pracę rybaków. Zachwycić się plątaniną rybackich sieci. Spojrzeć na kutry pełne ryb. Zastanowić się nad siłą natury, wielkością i potęgą morza. Rok rocznie wdzierającego się w głąb lądu. Zdradziecko zabierającego piaszczystą plażę. Zatrzymać się. Odpocząć.

Zdecydowanie wolę Ustkę po sezonie. Chociażby dlatego, że nikt nie zasłania mi widoku morza i plaży, dlatego, że słyszę szum fal i pisk mew, dlatego, że można znaleźć bursztyny. Dlatego, że krajobraz Ustki po sezonie jest naturalny. Niczym nie zmącony obraz pięknej natury.

Polecam Ustkę po sezonie?

k.