Mojemu Dziadziowi…

Od kiedy pamiętam nigdy nie traciliśmy czasu na siedzenie w domu. W domu się jadło i spało. Resztę czasu spędzaliśmy na świeżym powietrzu chociażby grając ze wszystkimi sąsiadami w zbijaka. Rysowało się na środku podwórza boisko, wyznaczało kapitanów drużyn i wybierało zawodników. Wszyscy braliśmy w tym udział, i ci najmłodsi i ci najstarsi. Mieliśmy wtedy tylko jeden cel, wygrać.Innym razem odkrywaliśmy uroki żniw, nie raz wracałam do domu z zakrwawionymi nogami, okaleczonymi przez ściernisko. Budowałam wtedy domki ze słomy i byłam przywódcą bandy złota ręka, która pomagała starszym. Zimą saniami wyruszaliśmy na wojnę, wynosząc z domu suchy prowiant.

JA I ON. SOPOT

JA I ON. SOPOT

Dziecięca wyobraźnia nie miała granic. Żadnych granic. Zbierając bursztyn nad morzem wierzyłam, że spotkam Neptuna. Wierzyłam, że kiedyś znajdę list w butelce i że pewnego dnia poznam niezwykle tajemniczą historię. Wpatrywałam się otchłań morza, podziwiałam wydmy i zastanawiałam się nad wielkością przyrody.

 

Dziecięca wyobraźnia nie miała granic. Żadnych granic. Zbierając bursztyn nad morzem wierzyłam, że spotkam Neptuna. Wierzyłam, że kiedyś znajdę list w butelce i że pewnego dnia poznam niezwykle tajemniczą historię. Wpatrywałam się otchłań morza, podziwiałam wydmy i zastanawiałam się nad wielkością przyrody.

IMG_0088

DZIADZIO LUCJAN.SOPOT

 

Dziadzio uczył mnie patrzeć, tak by widzieć to czego inni nigdy nie będą w stanie dostrzec. Poznałam gatunki drzew, ptaków i chyba wszystkich mieszkańców pól i lasów.Wspólnie dokarmialiśmy je wszystkie zimą. Dziadzio uwrażliwił moją duszę na piękno świata. Dzięki niemu w mojej pamięci zapisało się wiele wspaniałych wspomnień. Pokochałam odkrywać i poznawać świat. Na początku ten nasz, bliski świat a z czasem rozkochiwałam się w kulturach innych krajów.

Pierwszą większą podróżą, którą odbyłam wspólnie z Dziadziem była podróż dookoła Polski. Maluchem, żółtym maluchem z namiotem w bagażniku. Z pólnocy na południe, z zachodu na wschód. Trzy tygodnie w małym fiacie. Przemieżaliśmy wsie i miasteczka, zatrzymując się na nocleg w przydrożnych rowach. Pamiętam, że w Białym Borze była stadnina koni, z ogromnym padokiem, po którym galopowało stado smukłych koni. I restauracja tam była, nad jeziorem. W Pile była Baltona i sklep Społem, gdzie kupiliśmy pszenny chleb. I hotel na przeciwko, ogromny gmach. I ruch był jakiś taki duży na drodze.

Mijaliśmy kukły z siana i słomy, udekorowane odświętnie. Różnorodność i zmienność pól była oznaką różnicy temperatur w danym regionie. Pniewy już zawsze będę kojarzyć z lodami, najsmaczniejszymi i największymi lodami jakie jadłam. We Wronkach była serpentyna, długa i niesamowicie kręta droga. Krosno Odrzańskie z rzeką Odrą i barkami z piaskiem, prześcigujące się w dotarciu do celu. Bardzo dobrze pamiętam też nocleg w namiocie, do którego w nocy podchodziła zwierzyna. Strasznie się wtedy bałam.

MÓJ DZIADZIO.SOPOT

MÓJ DZIADZIO.SOPOT

Wschód kojarzy mi się z drewnianymi chatami,  z dzbanami z wodą i serwetami. Sielsko, anielsko. Inaczej. Pamiętam wychodek na podwórzu przy stodole, i muchy, bo to lato było. I byka, który postanowił przystanąć obok wychodka na trochę dłużej, wszyscy mnie wtedy szukali a ja zwyczajnie sparaliżowana strachem bałam się wyjść. Pamiętam też mleko, ciepłe i tłuste, prosto od krowy. Zdumiało mnie, że Majdan Leśniowski był po jednej stronie ulicy a po drugiej już inna miejscowość.

W drodze powrotnej odwiedziliśmy Warszawę. Przerosła mnie. Czułam się tam obco, wszyscy gdzieś biegli. Byłam małą szarą myszką przemieżającą ulice stolicy. Pomimo tego, Warszawa zachwyciła mnie swoją architekturą, nowoczesną formą i wysokimi budynkami. A Pałac Kultury? Jeszcze przez wiele lat marzyłam by w nim zamieszkać, tak na ostatnim piętrze, jak królewna. W Warszawie odkryłam ruchome schody, jeździłam nimi tam i z powrotem chyba przez kilka godzin. Bez umiaru i opamiętania, nigdy wcześniej nie widziałam takiego wynalazku techniki.W ślad za mną oczywiście podążał mój Dziadzio, próbując odciągnąć mnie od tej zabawy. Uwierzcie, że nie łatwo było mnie przekonać.

Podróż ta sprawiła, że poczułam tęsknotę za wszystkimi miejscami które odwiedziłam i za wszystkimi tymi, których nie miałam okazji jeszcze zobaczyć. Bakcyl został połknięty. I odtąd wiedziałam, że moje życie toczyć się będzie od wyjazdu do wyjazdu, od podróży do podróży. A dzielić się przeżyciami będę z moim najukochańszym Dziadziem. Zawsze.

k.