Czekolada z lukrecją i klopsiki, czyli o tym, jak Julka zwiedza Szwecję.

 

 

 

Okazuje się, że sąsiada za miedzą najtrudniej jest odwiedzić .Bo to blisko i zawsze będzie na to czas.

Otóż właśnie, coraz częściej łapię się na tym, że znowu coś odkładam na później a to później niestety nie nadchodzi. A w życiu właśnie nie chodzi tylko o to, żeby stawiać przed sobą nowe cele i zadania, ale żeby je realizować.

Szwecja choć blisko okazała się nie do zdobycia przez 37 lat mojego istnienia. Cieszę się jednak, że i na nią nadszedł ten wymarzony czas.

Okazja Groupon, rejs promem do Szwecji, kupuję za marne grosze. Biorę niemalże w ciemno. Miła pani w kasie dodatkowo proponuje wycieczkę z przewodnikiem, przekonując  fatalnymi warunkami atmosferycznymi. Jak się później okazuje wycieczka ta ratuje nasze ?pupy?przed paraliżującą mglistą szwedzką  temperaturą… 

Julka przeszczęśliwa. Od tygodnia mówi tylko o tym, że będzie płynęła statkiem. Ogromnym statkiem. Jej dziecięcy entuzjazm zaraża wszystkich wokół. Nie możemy się już doczekać?

Odprawa trwa krótko. Sprawnie. Chwilę później kwaterujemy się w kajucie. Tak, tak, to rejs z noclegiem w prawdziwej kajucie. Niestety opcja groupon nie przewiduje kajuty z oknem.  Żal. Szkoda, no ale opcja za grosze tłumaczy wszystko. W kajucie ciasno. Szału nie ma. Trochę duszno. Ale dobrze chociaż, że ciepło;-)

Wskakujemy w dresy i już po chwili zmierzamy w kierunku pokładowych atrakcji. Do wyboru jest kilka restauracji. Decydujemy się na bufet bo szybko i duży wybór. Drogo jak nie wiem a i smak ubogi. Nie najlepszy początek ale nie zrażamy się. Julka za nic nie może zrozumieć, że już jesteśmy na promie i płyniemy statkiem. Ciągle pyta kiedy to nastąpi. Krótko spacerujemy po pokładzie, sprawdzamy ceny  w sklepie bezcłowym. I tutaj znowu entuzjazmu brak. Ceny jak w polskich sklepach a może i wyższe. Z uwagi na porę podróży zaczyna nam się chcieć spać. Jeszcze tylko krótkie spotkanie z przewodnikiem, ustalenie programu na jutrzejsze zwiedzanie Szwedzkiego sąsiada i udajemy się z powrotem do naszej kajuty.

k.
Morze spokojne, nawet w najmniejszym stopniu nie kołysze nas do snu;-(

Dzień drugi

Szaro, mglisto i ponuro. Atrakcyjność zwiedzania Szwecji  o poranku poniżej wszelkich oczekiwań. Jedyny plus jakiego się doszukuje, to przewodnik. Sympatyczny gość z niebywałą umiejętnością zainteresowania w głosie. Aż chce się go słuchać. Jestem kupiona. Szarość i smutek podziwianych fortyfikacji nabiera dla mnie kolorowych barw. Nawet Julka czuje się swobodnie. Zwiedzamy Kalmar i Karlskronę. Urzeka mnie prostota krajobrazu. Porządek architektoniczny i kawiarniany ład. Zakochuje się w czekoladzie z lukrecją i jestem o włos od podjęcia próby skosztowania kiszonych szwedzkich śledzi. Jak się po chwili okazuje mgła tylko nadaje charakteru budowlom, potęguje ich historyczną tajemniczość . Wysprzątane ulice, uśmiechnięci przechodnie odzwierciedlają  poczucia bezpieczeństwa i otwartość tego kraju i jego mieszkańców. Barwne elewacje drewnianych domów, spójnie z dekoracyjnymi dodatkami tworzą bajeczny obraz oglądanej rzeczywistości.

Aż mam ochotę zaglądać ludziom w okna by kraść ich pomysły dekoratorskie.

Prosto, lecz nie banalnie. Równo, ale nie nudno. Naturalnie i nowocześnie. Szwecja to dla mnie sosnowy las, prosty, smukły, elegancki i ponadczasowy, tworzący wizerunek kraju za miedzą.  Chce się tu przyjechać, by pospacerować zadbanymi ulicami miast. Chce się tu wracać by w przyjemnej, naturalnej atmosferze delektować się pachnącą kawą w jednej z wielu szwedzkich kawiarni. By skosztować klopsów z żurawiną czy rozsmakować zmysły w czekoladzie z lukrecją. Chce się tu być, by podziwiać niezliczoną ilość wysp i wysepek wokół. A to co od razu najbardziej  rzuca się w oczy to zadowoleni ludzie. Uśmiechnięci do świata zupełnie bezinteresownie. Szwecja to miłe miejsce na ziemi.

Szwecja

To miejsce warto odwiedzić, niekoniecznie czekając na to tak długo jak ja;-).

Szwecja, to oddech nowoczesnej Europy, którym zdecydowanie warto się zachłysnąć.

polecam

k.